Newsletter

Otrzymuj jako pierwszy informacje o nowościach i promocjach!

To pole jest wymagane
To pole jest wymagane

Nasz newsletter wysyłany jest zwykle raz na miesiąc.

Ragnarok 1940 t.2

Marcin Mortka

Ragnarok 1940 t.2 - Polish Bookstore USA
Niedostepny
Ostatnio widziany
9.01.2015
$20,88
Zobacz dostępne formy płatności.
:

 

Product info / Cechy produktu:

Rodzaj (nośnik) / Item type książka / book
Dział / Department Książki i czasopisma / Books and periodicals
Autor / Author Marcin Mortka
Tytuł / Title Ragnarok 1940 t.2
Język / Language polski
Wydawca / Publisher Fabryka Słów
Rok wydania / Year published 2008
   
Rodzaj oprawy / Cover type Miękka
Wymiary / Size 12.2x19.5 cm
Liczba stron / Pages 512
Ciężar / Weight 0,4580 kg
   
ISBN 9788360505823 (9788360505823)
EAN/UPC 9788360505823
Stan produktu / Condition nowy / new - sprzedajemy wyłącznie nowe nieużywane produkty
Osoba Odpowiedzialna / Responsible Person Osoba Odpowiedzialna / Responsible Person
Book in Polish by Marcin Mortka. Porucznik Reginald Gilford nie wierzył własnym oczom.
Obły, przybrudzony ropą dziób HMS „Narwhal” po­woli, niemalże delikatnie roztrącał unoszące się na wo­dzie szczątki, których było pełno aż po zasnuty dymami horyzont. Gilford patrzył na połamane deski, na poły zanurzone skrzynki i baryłki oraz plamy mazutu, lecz nie dopuszczał tego widoku do siebie. Wykrzywiał po­gardliwie usta, a w głębi ducha wmawiał sobie, że to ja­kiś złośliwy bóg gdzieś wysoko pstryknął palcami i tym oto sposobem przeniósł okręt podwodny Jego Królew­skiej Mości na czarne wody rzeki Styks.
Niekiedy jednak w owej makabrycznej zupie odnajdo­wali ludzkie skwarki. Zwęglone, oblepione ropą strzępy, które jeszcze niedawno żyły, a teraz dryfowały z prądem nadal uczepione tratew bądź podtrzymywane pasami kamizelek ratunkowych. Bladzi marynarze o oczach za-puchniętych od płaczu stawali wówczas u nasady kiosku uzbrojeni w bosaki i przyciągali zwłoki w pobliże burty, by ochrypłymi, nienaturalnymi głosami wyczytać z pasa nazwę okrętu bądź statku.
„Dunwich”, „City of Mandalay”, „Omala”, „Plumleaf”, HMS „Shefeld”, HMS „Basilisk”, HMS „Wrestler”...
Wtedy Reginald Gilford zaczynał wierzyć.
Strzępy komunikatów wychwyconych przez okręto­wą radiostację po wynurzeniu powiedziały im tylko tyle, że po atlantyckiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej nie ma już żadnych okrętów Royal Navy ani statków marynarki handlowej. Ocalałe jednostki umknęły na Maltę bądź ku portom francuskim, gdzie panował teraz niewyobrażalny chaos, zaś los tych, które próbowały swego szczęścia na wodach Atlantyku, był jasny dla każdego, kto tylko wy­szedł na pomost „Narwhala”. Nawet zupełny laik w dzie­dzinie walk morskich szybko doszedłby do wniosku, że dańscy marynarze i piloci urządzili sobie bezkarne łowy na okręty spod bandery Union Jack.
Nie trzeba było też być prorokiem, by wiedzieć, że Gibraltar, potężna baza Royal Navy, słynne Słupy Her­kulesa strzegące wejścia na Morze Śródziemne, przeszły do historii.
Morze było martwe, a popołudniowe słońce przy­ćmione ciemnymi dymami znad skrytej za horyzontem bazy z całkowitą obojętnością wyodrębniało coraz to kolejne szczegóły masakry. Dryfujący gumowy ponton, którego burty obsadzały morskie ptaki wydziobujące coś ze środka. Niewielki drobnicowiec, który wyglądał na nietknięty, a dopiero z bliska okazał się spalonym do cna wrakiem. Przytulone do tratwy ratunkowej ciało pozba­wione głowy. Dziecięcy tornister.

 Tip: Type the quantity (default is 1) and click "Add to cart" button to order online.